poniedziałek, 29 września 2008
wiszenie
Umowilem sie z J na telefon do dzieci. Na 19:30. Od 19:15 waruje na skypie i patrze na zegarek. O umowionej godzinie zaczynam dzwonic. Po 15 minutach nieustajacych prob dzwonie do J na komorke. "Wiesz, gosci mielismy, dzieci dopiero zaczynaja jesc kolacje, moze jutro zadzwonisz...". Kurwa...
czwartek, 04 września 2008
manipulacja
Dzwonilem dzis do dzieci. Wika pierwsza dorwala sie do sluchawki i zastrzelila mnie pytaniem: czy zaplace za jej basen. Jak widac J probuje manipulacji za posrednictwem dzieci. Coz, jak widac nie oplaca sie byc uczciwym w relacjach z nia. I nie warto z nia wchodzic w uklady. Powiedzialem wiec Wice, ze nie zaplace, bo nie mam, ale niech poprosi babcie E. I teraz z kazda taka "prosba" bede tam odsylal dzieci.
wtorek, 26 sierpnia 2008
adwokat2
J umowila nas do adwokata. Chyba zlosliwie na 17ta, mimo ze kancelaria od 10:30. Niewazne. Adwokat uswiadomil mi kilka rzeczy. Ze z tym rozwodem wcale nie musi byc latwo, nawet jesli J nie bedzie utrudniac. A ze moze utrudniac to przekonalem sie jeszcze przed wejsciem, jak grobowym tonem probowala mi wcisnac odpowiedzialnosc za umowe z tepsa, ktora ona podpisala i bierze z niej kase. Na probie sie skonczylo, bo i skonczylo sie moje frajerstwo. Nie bedzie juz taryfy ulgowej. Proponuje jej rozwod na uczciwych warunkach, bez swinstw. Ale jesli bedzie probowala cos kombinowac, to rowniez z wizyty u adwokata wywnioskowalem ze mam kolejnego, juz 3go asa w rekawie, ktorego moge zastosowac w dowolnym momencie. Tylko ja jeszcze musze sie sam zastanowic, czy chce uczciwie i bez swinstw, czy ze swinstwami, choc tez uczciwie. Niezgodne to troche z moja ugodowo-frajerska natura, ale jak wspomnialem, frajerstwo juz sie skonczylo. Na razie jeszcze jest opcja szybko i byle jak, ale moze lepiej dluzej a dobrze. No nic, zobaczymy. Na razie J ma zgromadzic dokumenty do rozwodu. Potem siadziemy i pogadamy raz jeszcze, jak to robimy. Bo w przeciwienstwie do niej nie uznaje metody "nozem w plecy".
wtorek, 05 sierpnia 2008
wiejska sielanka
Zwykly szary dzien przecietnego rolnika. Rano do zwierzakow, potem leje. Potem J sobie pojechala. Okazalo sie, ze ktos kiedys rozwalil talerzowke. No wiec matka wydala wojne Jozinowi z tego powodu. Poniewaz nie widze sensu w takim biciu piany, poszedlem sobie naprawiac ta talerzowke. No peknieta jedna tuleja dystansowa i skrzywiona tylna os. Os troche wyprostowalem, tuleje trzeba bedzie kupic nowa. Potem padal deszcz. Pojechalem do dentysty. Umowiony bylem na 16:30. Ale jak sie okazalo to tylko ja wiedzialem o tym ze jestem umowiony, bo dentysta mnie nie zapisal. Jak juz 3 osoby sie wepchnely przede mnie to zakomunikowalem, ze jak sie zaraz za mnie nie wezma to sobie pojde. Musialem ich tym wystraszyc, bo juz o 17:35 bylem na fotelu. Gosc troche mantykowal, ale jakos jest zrobione. Bardziej jakos niz zrobione. Niech tam, na razie spokoj. W domu zastalem cos jakby awanture matki z Jozinem. Na tyle intensywna, ze Jozin zapakaowal jakas czesc swoich gratow do samochodu i stwierdzil ze sie wyprowadza. Ale wczesniej poinformowal mnie, ze jestem mu winien 27 tysiecy i jak mu nie oddam do konca miesiaca to bedzie mi tu niszczyc i palic. No coz, ostatnio sporo ludzi oczekuje ode mnie zblizonych kwot, problem w tym, ze ja nie wiem dlaczego mialbym im dawac te pieniadze. Przy tej niewiedzy sam fakt nieposiadania przeze mnie takiego kapitalu jest zaniedbywalnie maly. No i Jozin pojechal sobie. Mam nadzieje, ze ten spokojny, sielankowy wrecz wiejski dzionek dobiegl juz konca...
czwartek, 17 lipca 2008
adwokat
No i wrocilem od adwokata. Fajnie byc adwokatem, kase sie trzepie, a praca bezstresowa. Omowilismy sprawe hien i rozwodu plus ten bank nieszczesny. I o dziwo nie jest tak zle jak przypuszczalem. Hieny liczyly na to, ze wezme im kase w zebach przyniose, ale papiery maja cienkie i droge daleka, w przenosni i doslownie. I w dodatku bez gwarancji, ze dostana cokolwiek oprocz koniecznosci zaplaty kosztow sadowych. A co do rozwodu to naswietlilem jak sprawy stoja i zgodnie z sugestia najpierw zobacze, czy J jest sklonna do zalatwienia sprawy polubownie. A jak nie, no to przynajmniej mam swiadomosc, ze czasy gdzie ojciec byl z zalozenia przegrany, podobno juz sie skonczyly. No nic, zobaczymy.
poniedziałek, 14 lipca 2008
powrot hien
Hieny (niejaki Pawel i Witold Kwietniewscy) poszly sobie do adwokata i wystosowali do mnie "Wezwanie do dobrowolnej zaplaty naleznosci" w kwocie 25000 zl. Ze niby im sie nalezy bo ociec nie zostawil majatku, ale przed smiercia zrobil na mnie darowizne. I niby na mnie ciazy obowiazek zaspokojenia ich zadzy posiadania. Nikogo nie interesuje, ze przez 25 lat nie utrzymywali z nim kontaktu, ze mieli go totalnie w dupie, ale jak umarl to trafia sie okazja pozywic zwlokami i trzeba to wykorzystac. Dziwne, ze na sprawie spadkowej przyjeli testament bez zastrzezen, a na propozycje dostania tytulem zachowku dwoch samochodow nie dali odpowiedzi. Juz nie mam sily zastanawiac sie, jak to jest, ze jak ktos pracuje i stara sie zyc uczciwie, to polskie prawo mu dokopie, a chroni przestepcow, niebieskie ptaki i podle suki. Nie mam 25 tysiecy na zbyciu i nie bede mial. A jesli bede mial, to sa pieniadze na utrzymanie moich dzieci przez dwa lata. Wniosek jest prosty - te ************* ********** nie dostana ani grosza. Bo oprocz prawa jest jeszcze sprawiedliwosc... W czwartek jestem umowiony u adwokata. Jak sie dobrze spisze to go wezme od razu do sprawy z J i z Inteligo. A jak nie to wezme innego. Niestety bede musial mu zaplacic. Szkoda, ze nie kupie dzieciakom klockow. Kiedys ktos mi za to zaplaci.
piątek, 18 kwietnia 2008
o zlosliwosci
J zalatwila sobie prace w Anglii od 19go maja. 17 powinna wyjechac, zeby zdazyc. zapytala mnie w smsie, czy moge sie zajac dziecmi od 17go. Odpisalem, ze moge sie zajac dziecmi od 17go - zalozylem sobie, ze chwile z nimi bede w Tychach, zeby dowiedziec sie co bedzie w ostatnim miesiacu w szkole u mlodego, potem jedziemy do majatku. Bo mam co tam robic. Ewentualnie potem jeszcze przyjechaloby sie na zakonczenie roku, bo to koniec pierwszej klasy. Wczoraj zapytalem J, czy zalatwila. Zalatwia. Przy okazji wyszlo, ze J spodziewa sie, ze ja bede siedzial przez ten caly czas w Tychach. No jasne. Bo to przeciez normalne, ze od reki rzuce wszystko i przyjade zajmowac sie dziecmi tam gdzie J chce i jak ona chce, a ona w tym czasie pojedzie robic kariere. No niestety, wyprowadzilem ja z bledu. Coz, odpowiedz byla ze nie, ona sie nie zgadza i jeszcze zapytala, czy zawsze, kurwa, musze byc taki zlosliwy. Hmmm... No dzis jeszcze dostalem od niej smsa, ze nie ma srodkow do zycia i musi zaplacic Wiki przedszkole, czy moge jej wyslac wczesniej kase albo czy moge jej pozyczyc. Coz, nie mam, a powaznie zastanowilbym sie, czy tego nie zrobic, bo pierwszy raz od kilku lat uzyla w skladni slowa prosze. No ale... raz ze nie mam, a dwa ze nie widze powodu zeby glodowac przez ostatni tydzien przed wyplata tylko dlatego, ze trzeba zaplacic za przedszkole. No nic, zobaczymy, jak sie to wszystko ulozy. ...
piątek, 08 lutego 2008
wspolne sprawy
Pare dni temu dostalem wiadomosc od J. Czy moge jej przyslac jakies pieniadze, bo caly styczen nie pracowala wiec nie ma zadnej kasy, a cele mnostwo rachunkow do zaplacenia itd. A, no tradycyjnie ujela to w psychologiczna forme "czy moge jej pomoc". Juz to na mnie nie dziala, bo przyzwyczailem sie ze uzywa zamiennie okreslen pomoc/pieniadze. Odpisalem, ze nie, bo nie mam, moze po wyplacie. Coz, ja w koncu tez nie pracowalem caly styczen i czesc grudnia, a jednak dostala ode mnie kase i na styczen (mimo, ze dzieci byly na moim utrzymaniu), i na luty. Jeszcze mnie opieprzyla za to ze nie jestem w stanie od razu powiedziec, czy dam jej pozniej wiecej kasy czy nie. Przelknalem. Najwazniejsze to nie kierowac sie emocjami. Wczoraj znow dala znac o sobie. Ze ubezpieczalnia wzywa ja do sadu za niezaplacone oc. Bo zaplacila dopiero 200 z naleznych rzekomo 800zl. I czy jej w tym pomoge. Jak sprawa sie zaczynala, powiedzialem jej, jakie ma pismo do nich wyslac, bo to jest ewidentne proba wyludzenia ze strony silniejszego, czyli ubezpieczalni. J postapila po swojemu, czyli zaczela im placic, wiec niejako przystala na ich warunki. No sorry, ale w tym przypadku to ja juz naprawde nie widze w tej potyczce mojego udzialu, skoro J zadecydowala, ze bedzie placic. Odpisalem, zgodnie zreszta z prawda, ze jestem bez kasy i nie zanosi sie zebym mial, bo nie dosc, ze juz jade na pozyczonych to do konca miesiace tez mi nie starczy i musze wziac zaliczke od szefa. Wydarla sie na mnie, ze sprawa z ubezpieczalnia dotyczy nas obojga. Nie podjalem tematu, to bez sensu... Coz, w koncu jest jeszcze kilka wspolnych spraw do zamkniecia.
niedziela, 30 grudnia 2007
śmiałość
Obok telewizora stal koszyczek. Byly w nim papiery. Przechodzac rzucilem okiem, jakies wezwanie do zaplaty. No to rzucilem doglebniej, bo moze dotyczy czegos jeszcze z R. Wezwanie do zaplaty zaleglego czynszu, zaleglych rat za jeden kredyt, za drugi... Wyciag ze splaconej po sprzedazy domu karty, na ktorej znowu jest kilka tysiecy zadluzenia. Wlos mi sie zjezyl. I skierowanie do sanatorium z powodu dolegliwosci psychosomatycznej. Malo szalu nie dostalem. Niepotrzebnie zaczynalem rozmowe w tym stanie, ale stanela mi przed oczami wizja jak komornik zajmuje jej dom za dlugi i dzieci nie maja sie gdzie podziac. Juz sama wizja nachodzenia przez jakichs komornikow czy odzyskiwaczy dlugow... Wydarla sie na mnie jak smialem grzebac w jej rzeczach... Kurwa, zeby to chociaz bylo w jakiejs szufladzie. Ale nie, w dodatku sporo gosci pozapraszala, wiec moze to celowo bylo pozostawione na widoku? Tylko w jakim celu? No i ze te kredyty to jej sprawa i nic mi do tego. Resztki przytomnosci kazaly mi natychmiast wyjsc i pojezdzic, zeby ochlonac i rozwiac ta czerwona mgle przed oczami...
co moze policja
Wczoraj wieczorem w zaparkowanego mondziaka przywalil golf. Po czym pospiesznie odjechal. J widziala, bo stala obok. Wezwala policje. Policja przyjechala, spisala zeznania i poinformowala ja, ze wlasciwie wszystko co beda mogli zrobic, to wlepic J mandat za parkowanie na chodniku... J ustalila numery tego golfa, a dzis on zaparkowal znowu na jej ulicy. J wsadzila mu kartke za wycieraczke. Ciekawe co z tego wyniknie. Poszlismy z kumplem obejrzec tego golfa. Ladny, umyty, z nowym zderzakiem... No nic, pewnie jak sie u goscia pojawi policja, to za jakis czas mondziak sie spali albo bedzie mial podziurawione opony. I J zabiora dowod rejestracyjny za niesprawny samochod? No bo przeciez trzeba sie czyms wykazac... A moze tym razem polska policja mnie zadziwi?
|
Zakładki:
Chcesz pogadac?
Kompas mentalny
|